RUSTYKALNY DOM W URUGWAJU

uru0

Kiedy artystka Eva Claessens i handlarz sztuką Kris Ghesquière natknęli się na przydrożną ruinę w Urugwaju, zakochali się od pierwszego wejrzenia. Lecz przekształcenie jej w ich wymarzony dom wymagało dłuższego romansu.

„To był rodzaj żartu” – wyjaśnia Kris Ghesquière, mieszkający obecnie ze swoją partnerką w Urugwaju. – „To mogło równie dobrze być Zimbabwe lub inny kraj z szerokimi, otwartymi przestrzeniami i nielicznymi mieszkańcami.”

Dwójka Belgów kocha wyzwania. Wyprowadzka z ich prywatnych posiadłości – jego minimalistycznego białego pudełka w Ostendzie i jej średniowiecznego zamku na południu Francji – była łatwą częścią. Para, nie znająca warunków życia w Urugwaju – spokojnym kraju usadowionym pomiędzy dwoma chaotycznymi gigantami, Argentyną i Brazylią – zakochała się w jego krajobrazie i – pechowo – w rumowisku, które zgodnie z ich ekscentrycznym konceptem, miało stać się prawdziwym domem.

Ostatecznie skończyli remont, przynosząc ze sobą książki, sztukę, meble, trzy koty i basseta o nazwie Sammy. Ich wymarzone miejsce leży na trasie między nadmorskim miastem José Ignacio a wioską Garzón. Obie te miejscowości są międzynarodowymi atrakcjami, przyciągającymi winiarzy, światowej klasy szefów kuchni oraz kolekcję zagranicznych artystów, architektów i modnych młodych ludzi.

Z początku para nie zdawała sobie z tego sprawy. Jak mówi Claessens, „po jednej minucie” widząc opuszczoną konstrukcję – bez dachu, drzwi i okien, za to z drzewami rosnącymi w środku – „zamieniliśmy spojrzenie. W ciągu pięciu minut złożyliśmy ofertę „, co było przyjęte z wielkim zaskoczeniem.

To, co dostali, to dużo pracy – 12 hektarów falujących pagórków i pozostałości po przydrożnej „pulperii” z 1810 roku – popularnym rodzaju sklepu ogólnego, połączonego ze stacją drogową, oferującym możliwość uzupełnienia zapasów oraz niezbędną chwilę wytchnienia znużonym podróżnym i ich koniom.

Wiele lat zajęło przekształcenie tej romantycznej sugestii w gniazdo rodzinne z prawdziwego zdarzenia. Najpierw para musiała zająć się sprzedażą swoich dwóch domów i przeorganizować biznes, bowiem Ghesquière prowadził galerię w domu. Obecnie zarządza sklepem internetowym „Kunzt Gallery”, który łączy kolekcjonerów z artystami i innymi dostawcami. Claessens zaś znalazła w Urugwaju doskonałe połączenie naturalnego piękna, samotności do malowania i entuzjastycznych kupujących. Oboje wiele podróżowali – ona mieszkała już we Włoszech, w Indiach, Francji, na Jamajce i w USA; on zwiedził samotnie 83 kraje. Nie mieszkali jednak razem dopóki nie przeprowadzili się do Urugwaju.

Osiedlili się początkowo w  kurorcie Punta del Este, 25 mil od ich przyszłego domu. Następnie zatrudnili lokalnego rzemieślnika, który wraz z całą swoją rodziną podjął pracę w gospodarstwie, nazwanym „Dos Belgas”, czyli „Dwóch Belgów”.

Pomimo różnic w języku i estetyce, Ghesquière i Claessens udało się przekazać załodze, jak sprawić, by rzeczy były idealnie niedoskonałe i przeszukiwali domy aukcyjne i rynki Montevideo i Buenos Aires wypatrując starych drzwi, okien, umywalek i lamp.

„Nie chcemy rustykalnego wyglądu”, mówi Eva, ale raczej „ponadczasowej prostoty”.

A więc okna to zwykłe szkło – nowoczesne, historycznie niedokładne i odpowiedniejsze dla uchwycenia bukolicznych scen.

Były też ekscytujące odkrycia, jak piękne geometryczne płytki, które znaleźli pod warstwą około sześciu cali brudu. Kuchnia wygląda na starą, gdy w rzeczywistości jest świeżo urządzona. Rezultat jest atrakcyjnie eklektyczny i osobisty.

Dom i studio malarskie Claessens, wraz z murowanym ogrodzeniem, siodlarnią i stodołą ustawione są wokół dużego dziedzińca. Większość pokoi otwiera się na wewnętrzne patio, a także na jeziora należące do posiadłości, z widokiem na miękkie wzgórza poza Garzón. Jeziora były ogromnym przedsięwzięciem. Właściciele domu wykopali trzy: jedno przy eukaliptusowym zagajniku dla koni, drugie dla nocnych koncertów żab i trzecie, największe, do żeglowania łódką.

Spełnienie tego marzenia zajęło sporo czasu, gdyż po wydrążeniu miejsca para musiała poczekać dziewięć miesięcy aż napełni się ono wodą deszczową. Kris kupił 30 książek o budowaniu domów i pokładów, pracując własnoręcznie „by zrównoważyć moje życie – bo pracuję zawsze na komputerze”.

Z wnętrza łodzi rozpościera się widok na jezioro, które stało się domem dla warzęch białych, flamingów, żab i dzikich kaczek.

Dla artystów, ogród i dom to ewoluująca rzeźba. Ogrodnik nie może wycinać roślin. Zamiast tego, Claessens wędruje wokół maszynką do strzyżenia, miesternie je przycinając.

„O wiele trudniej utrzymać naturalnie wyglądający ogród niż ten równo przystrzyżony.” – wyjaśnia.

Raz, kiedy Ghesquière wyjechał z interesach, kobieta zasadziła palmę – niespodziankę na wyspie, którą usypali na wielkim jeziorze. Jej malarstwo jest podobnie kapryśne i płynne. Czasami dodaje do obrazów pióra lub kawałki płótna; wiesza je bez ram lub nawet blejtramu. Co najważniejsze, Belgowie pozwolili, by otoczenie wpływało na nich: poprzez światło i cień, dźwięki przyrody oraz wolniejsze tempo życia i pracy na półkuli południowej.

W rezultacie ich miejsce sprawia wrażenie czarodziejskiego laboratorium: oto eksperymenty artystyczne z poczuciem zabawy i bez sztywnej formuły. Po ukończeniu budowy łodzi, Ghesquière kupił sobie kremowy Traction Avant z 1951 roku – coś nowego do pracy, ponieważ Urugwaj, podobnie jak Kuba, obfituje w stare samochody. Dlaczego nie miałby zostać też mechanikiem?

Jak mówi Ghesquière: „Jeśli myślisz zbyt wiele o tym, co robisz, nigdy nic nie zrobisz.”

uru1 uru2 uru3 uru4 uru5 uru6 uru7 uru8 uru9

źródło: www.elledecor.com

Dodaj komentarz